Wystawa

25.03.2022-25.04.2022

 

kurator: Wojciech Kozłowski

„Michał Jankowski wystawia rachunek światu, nie słuchając wybitnych myślicieli. To jest taki gatunek, powiedział mi kiedyś w rozmowie – i w tym sarkastyczno-sardonicznym stwierdzeniu mieści się jego stosunek do obserwowanej rzeczywistości. Maluje o niej (bo nie wprost ją przecież) czy raczej na podstawie tego, co o niej wie, nie dając nam złudzeń, że widzi jakiekolwiek rozwiązania. Jego własne przekonania nie podlegają weryfikacji, są jego, osobiste, subiektywne a jednocześnie wyczuwamy w nich uniwersalne przeczucia co do tego intensywnego okrucieństwa, o którym opowiada. Nie ma złudzeń. Mimo oświeceniowej wiary w ludzkość, jaką chcielibyśmy podzielać, dajemy się ponieść tej narracji, w której człowiek jest częścią wiru śmierci i odradzania, kosmicznych zapaści wielkich gwiazd i śmierci psa na poboczu drogi. Ale też nie chodzi tu o epatowanie nicością i zgnilizną, to raczej poszukiwanie estetyki dla Nieprzedstawialnego, wyszukiwanie drobnych objawów, ilustracje do wielkiej Księgi, która mogłaby opowiedzieć jak jest naprawdę, ale nigdy nie powstała. W tekście do wystawy w bytomskiej Kronice Stach Ruksza pisze: „Obrazy Jankowskiego są depresyjnymi, podszytymi strachem monochromatycznymi przedstawieniami zwierząt i potworów, kończyn i gnijących roślin, narodzonych z rozlanej na obrazach farby. Zatopione w brunatno-zielonkawym bądź blado różowym szlamie krzyczące hybrydy zwierzęco-człowiecze powalają siłą rażenia, opowiadając o drastycznych relacjach pomiędzy ludzkością i światem zwierząt czy nihilistyczną nieuchronnością losu. Nikt nie jest niewinny. Uczestniczymy w bezlitosnej odsłonie świata, w którym naiwnością byłoby stawiać dobre prognozy. Świat jest zły”.4 Kwiaty rosnące z ucha, wilcze łapy przywiązane sznurkiem do ramy lustra (?) z okiem opatrzności w szczycie, rozczłonkowani ludzie, skóra zwierzęcia rozciągnięta drutami, noga wyrastająca z doniczki pomiędzy liśćmi agawy. Wiadomo – to nie jest naprawdę, to umowność sztuki. Jednocześnie dosłowność tych przedstawień tworzy wrażenie naszego uczestnictwa w wiecznej Treblince5,ugroteskowionej trochę jak w malarstwie Francisa Bacona. Jeśli już o wpływach, które można odnaleźć w twórczości Jankowskiego to przychodzi na myśl Goya, Bosch ale też Andrzej Wróblewski, zwłaszcza jego obrazy abstrakcyjne; ich elementów artysta użył w jednym ze swoich cykli dosłownie. Okrucieństwo i ostateczny rozpad są w tych obrazach malowane z pełną świadomością medium – jest to malarstwo tak przecież atrakcyjne wizualnie, dokładne w szczegółach, wypracowane acz z wirtuozerską lekkością. Jankowski czerpie motywy z internetu, przekształcając je, zmieniając sensy – pornograficzne przedstawienia cyklu kolaży zmieniają się w, na pierwszy rzut oka, niewinne formy. Dopiero uważne spojrzenie wyławia bazowy punkt wyjścia.

W najnowszym cyklu prac Jankowski zainspirował się motywem zaczerpniętym z twórczości Alexandra Camaro (1901-1992), niemieckiego artysty urodzonego we Wrocławiu i związanegow młodości z tym miastem. W ramach pobytu rezydencyjnego6 w Camaro Stiftung miał możliwość zobaczenia filmów z jego prywatnego archiwum. Na jednym z nich artysta i towarzyszące mu osoby spacerowali w maskach (zakrywających ich własne oczy) z namalowanym na nich dużym okiem. Jankowski stworzył na tej podstawie cykl portretów, osób znanych czasami rozpoznawalnych i zupełnie przypadkowych, znalezionych w Internecie. Można w nich odnajdować elementy osobiste, nacechowujące, ale generalnie twarze są ukryte pod zamaszyście namalowanym okiem. Zabieg ten wydaje się być całkowicie formalny, na pozór, ukrywają się pod nim jednak wielopiętrowe znaczenia. Otwarte oko zakrywa twarze, uniemożliwiając właściwie ich rozpoznanie, zaciemnia odbiór ale też odbiera możliwość „patrzenia” portretowanym. Są zdani na innych. Namalowane oko stwarza złudę patrzenia, ale nim nie jest, pozostaje jedynie ornamentem, maską, elementem eliminującym podstawową cechę portretu, jaką jest możliwość rozpoznania modela. A przynajmniej zobaczenia jego twarzy, tego charakteryzującego każdego z nas elementu. Cykl ten nosi tytuł Ślepcy co odsyła nas do jego podstawowego sensu. Przywoływany już Stach Ruksza, pisze o tym w tekście do wystawy w szczecińskiej Trafostacji: Jesteśmy ślepi, pełni hipokryzji przywołujemy wartości i wypieramy wiedzę, akumulujemy historię, która nie uczy nas niczego. Ślepcy – zbiory lęków, jawna rzeźnia czasów cynicznego kresu postoświecenia.

Zielona Góra 22.02 – 20.03.2022 Wojciech Kozłowski

 

 

Artysta

Michał Jankowski

(ur. 1977) – malarz. Absolwent Katedry Sztuki i Kultury Plastycznej Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego (dyplom w 2005 r. w pracowni malarstwa Leszka Knaflewskiego). Swoje prace prezentował na wystawach indywidualnych w Polsce i zagranicą, m.in. w galerii ŻAK | BRANICKA (Berlin 2014, 2011, 2010, 2008), Galerii Kronika (Bytom, 2009), Galerii BWA (Zielona Góra, 2009) i w ramach wielu wystaw zbiorowych. Laureat wyróżnienia na 37. Biennale Malarstwa Bielska Jesień (2005). Mieszka i pracuje w Zielonej Górze.

PREZENTOWANE NA WYSTAWIE

Obrazy

Adres

ul. Ofiar Oświęcimskich 1/1
50-069 Wrocław

Godziny otwarcia

Wtorek - Piątek: 14:00 – 18:00
Sobota: 11:00 – 15:00

Zobacz nas na